Fot. depositphotos
Szyby wybijane bez powodu, zniszczone wiaty i rysunki na przystankach. Włocławek co roku wydaje dziesiątki tysięcy złotych na naprawy, a wandale wciąż pozostają bezkarni.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"white"}
Nie ma tygodnia, by ktoś nie zwrócił uwagi na rozbitą szybę albo zniszczoną ławkę na jednym z przystanków. Dla większości włocławian to codzienny widok – szklane odłamki pod wiatą, połamane ławki, "mazaje" na szybach. Za każdym razem ktoś sprząta, ktoś zleca naprawę, ktoś wystawia fakturę. I zawsze tym „kimś” jest miasto.
Z danych uzyskanych przez portal Dzień Dobry Włocławek wynika, że tylko w tym roku – do końca września – wymieniono 17 szyb przystankowych, co kosztowało 12 250 zł. To jednak nie koniec, bo już zlecono kolejną wymianę około 15 szyb. W 2024 roku rozmiar zniszczeń był jeszcze większy – 67 szyb i ponad 43 tys. zł z miejskiego budżetu.
Jak poinformował Mateusz Lankiewicz z Urzędu Miasta Włocławek, to nie tylko kwestia wybitych szyb. Samorząd regularnie płaci także za usuwanie rysunków i graffiti. W 2025 roku – do września – na ten cel poszło 1 287,50 zł, rok wcześniej 2 150 zł.
Najczęściej występującą formą dewastacji są uszkodzenia szyb przystankowych. W wyniku powtarzających się aktów wandalizmu uszkodzeniu ulegają również konstrukcje wiat, które w konsekwencji wymagają wymiany
– wyjaśnia urzędnik.
Mimo strat sięgających dziesiątek tysięcy złotych, niemal żaden z wandali nie ponosi odpowiedzialności. W 2025 roku nie zidentyfikowano ani jednego sprawcy. W poprzednim – tylko jednego.
Ten jeden przypadek sprzed roku wielu włocławian mogło zapamiętać doskonale. To właśnie wtedy zakapturzony mężczyzna zdemolował przystanek przy ul. Wienieckiej, tuż obok szpitala.
Noc z 1 na 2 listopada 2024 roku – kopnięty kosz, roztrzaskane szyby, odłamki szkła na chodniku. Cała akcja trwała kilkadziesiąt sekund, ale szkody były znaczne.
Sprawcę zatrzymano dzięki monitoringowi MPK i szybkiej reakcji policji. Zatrzymanym okazał się mieszkaniec Brześcia Kujawskiego. Usłyszał zarzuty uszkodzenia mienia i chuligańskiego wybryku.
::news{"type":"see-also","item":"73338"}
Od tamtej pory we Włocławku przybyło kamer. Nowe wiaty często objęte są miejskim monitoringiem, ale to wciąż za mało, by odstraszyć wandali. Urzędnicy przyznają, że wiele aktów dewastacji dzieje się w miejscach, gdzie kamery nie sięgają – na obrzeżach miasta, przy mniej uczęszczanych trasach autobusowych.
– Sprawcy tych zdarzeń w większości przypadków nie są identyfikowani – dodaje Lankiewicz.
Każda rozbita szyba to nie tylko koszt dla budżetu, ale też symbol bezsilności wobec chuligaństwa. Włocławianie korzystają z komunikacji miejskiej codziennie, mijając miejsca, które od dawna wyglądają jak po bitwie.
Miasto płaci, naprawia i... czeka, aż historia powtórzy się po raz kolejny.