Dramatyczne znalezisko w lesie na Zazamczu wywołało burzę w sieci. Choć jeden z internautów twierdził, że zna psa, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
We wtorek, 29 kwietnia, w lesie przy ul. Wienieckiej znaleziono martwego psa – yorka w czerwonych szelkach. Zdjęcie zamieszczone na jednej z facebook'owych grup wywołało falę emocji.
Internauci komentowali masowo – część z nich oburzała się na zdjęcie, inni próbowali odnaleźć właściciela. Jeden z komentujących twierdził, że zna psa i był gotów przyjechać po niego z drugiego końca Polski. Teraz jednak sprawa przybrała zupełnie inny obrót.
Jak potwierdził w rozmowie z nami Mieczysław Olewnik, rzecznik Nadleśnictwa Włocławek, w sprawę od początku zaangażowana była Straż Miejska, która po otrzymaniu zgłoszenia przekazała sprawę Nadleśnictwu. Na miejscu przeprowadzono czynności, w tym sprawdzenie, czy pies posiada czipa.
– Pies miał wszczepiony mikroczip, jednak po sprawdzeniu okazało się, że nie był on zarejestrowany w żadnej bazie danych – informuje Olewnik.
To oznacza, że mimo obecności identyfikatora, dane właściciela nadal nie są znane. Przyczyna śmierci zwierzęcia również nie została ustalona.
Sytuację skomplikował wpis jednego z internautów, który twierdził, że znał psa i był gotów przyjechać z oddalonego o 200 kilometrów miejsca, by go pochować. Twierdził, że jego york - Oscar, miał 17 lat i zaginął niedawno. Kluczowe miały być czerwone szelki, które widniały na zdjęciu w poście.
Jak jednak dowiedzieliśmy się z Nadleśnictwa, ten scenariusz został ostatecznie wykluczony.
– Pies, który został znaleziony, był znacznie młodszy – miał około roku – i posiadał czipa. Tymczasem york, którego szukał ten mężczyzna, nie miał wszczepionego chipa i miał 17 lat – podkreślają służby.
Burzliwa dyskusja, jaka rozgorzała pod postem, ujawniła też skrajne emocje. Pojawiły się głosy krytyki dotyczące publikacji zdjęcia: – Jak można wstawiać takie zdjęcie? Wrażliwi ludzie mogą dostać zawału – brzmiał jeden z komentarzy.
Jedni oskarżali właściciela o niedopilnowanie psa, inni bronili autorki posta, która – ich zdaniem – zrobiła, co mogła, by pomóc.
– Gdybym to ja była właścicielem, byłabym wdzięczna, że ktoś go znalazł i dał mi szansę się pożegnać – pisała jedna z kobiet.
– Dziewczyna chciała dobrze, a jeszcze opierdziel dostaje od grupy debili – dodał inny użytkownik.
Jak zaznacza Mieczysław Olewnik, być może historia tego psa jest inna, ale mają miejsce podobne, w których to właściciele porzucają swoje psy.
– Niestety, tendencja porzucania psów w okolicznych lasach, a także przy autostradach, znów rośnie i staje się poważnym problemem. Wystarczy, że zbliża się jakieś wolne – majówka, wakacje, i problem się nasila – komentuje.
To smutna refleksja, która w cieniu historii psa z lasu staje się jeszcze bardziej wymowna.
Choć intensywne działania służb nie przyniosły jeszcze informacji o właścicielu, sprawa psa z czerwonymi szelkami stała się pretekstem do szerszej rozmowy o odpowiedzialności, empatii i konieczności czipowania zwierząt.
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
31 0
Posiadanie psa wiąże się z odpowiedzialnością.
11 2
Problem jest inny, niestety tak młode psy (poniżej 2 lat) potrafią uciec. Tutaj prawdopodobnie psiak zginął z powodu niskich temperatur w nocy i braku pożywienia oraz wody, yorki są bardzo na to podatne.
Pozostałe komentarze
3 6
wiewiórka zagryzła tą potężną kanapową bestię
4 4
To nie może tak być żeby pies zdechł w lesie , to co nie ma już szpitali czy hospicjów dla psów ?
Cos trzeba z tym zrobić , to powinno sie spotkać z ostrym potępieniem znieczulicy i oczywiście samorządy
powinny ten problem załatwić.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddwloclawek.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz