Wiadomości Włocławek - informacje, newsy, fotorelacje

Zamknij
Ważne

Spalone auta na osiedlu od miesięcy. Każdy wie, że to absurd, ale nikt nic nie może zrobić

Marika Lewandowska Marika Lewandowska 06:00, 05.11.2025 Aktualizacja: 15:03, 04.11.2025
Straż i policja nic nie mogą. Wraki po pożarze gniją na oczach mieszkańców DD.

Minęły prawie trzy miesiące od pożaru trzech samochodów przy ul. Łanowej 5A we Włocławku. Wypalone wraki nadal stoją tuż obok placu zabaw, a żadna z instytucji nie może ich usunąć. Mieszkańcy pytają: jak długo jeszcze?

::addons{"type":"only-with-us", "color":"white"}

Pożar, do którego doszło 14 sierpnia przy ul. Łanowej 5A, zniszczył trzy samochody osobowe – marki Kia, Ford i Renault. Czwarty pojazd, zaparkowany tuż obok, został nadpalony przez wysoką temperaturę.

Pisaliśmy o tym:

::news{"type":"see-also","item":"82661"}

Od tamtej nocy minęły już prawie trzy miesiące. Na parkingu wciąż stoją zardzewiałe karoserie i nadtopione wraki. Obok znajduje się plac zabaw, chodnik i przedszkole – codziennie przechodzą tamtędy dzieci i rodzice.

Widok jest makabryczny dla mieszkańców trzech bloków, których okna wychodzą wprost na ten okropny akt wandalizmu, a dodatkowo stwarza realne zagrożenie

– napisała do naszej redakcji jedna z mieszkanek.

Kobieta zaznacza, że temat ciągnie się od sierpnia i nikt nie reaguje.

– Czekamy długo na uprzątnięcie tego niebezpiecznego złomowiska. To zaniedbanie i brak szacunku dla mieszkańców – dodaje.

Mieszkańcy podkreślają, że to nie tylko kwestia estetyki. Wraki stoją tuż obok placu zabaw, a pogarszająca się pogoda i korozja mogą sprawić, że staną się jeszcze bardziej niebezpieczne.

Straż miejska: „Nie możemy odholować, to teren spółdzielni”

Strażnicy, którzy interweniowali w tej sprawie, nie mają złudzeń – nie mogą zrobić nic. Problemem jest... lokalizacja.

Teren ten jest własnością Włocławskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Nie ma tam strefy ruchu ani strefy zamieszkania, więc nie możemy zastosować przepisów pozwalających na odholowanie pojazdów z dróg publicznych

– tłumaczy Dariusz Rębiałkowski ze Straży Miejskiej.

Jak dodaje, brak oznaczeń i statusu drogi publicznej sprawia, że przepisy po prostu nie działają.

– Nie mamy prawnej możliwości, by te pojazdy usunąć. Całe odium sprawy spada faktycznie na spółdzielnię mieszkaniową, która powinna podjąć stosowne działania, kontaktując się z właścicielami aut – słyszymy od strażnika.

Policja również ma związane ręce

Również policja ma w tej sprawie związane ręce. Komenda Miejska Policji we Włocławku informuje, że prowadzone było postępowanie dotyczące uszkodzenia mienia, ale zakończyło się umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców.

Pojazdy nie były zabezpieczone do prowadzonego postępowania oraz nie mieliśmy zgłoszeń dotyczących tych pojazdów

– przekazuje mł. asp. Tomasz Tomaszewski z włocławskiej policji.

Policjant tłumaczy, że służby mogą usuwać wraki jedynie z dróg publicznych lub stref ruchu i zamieszkania, jeśli samochody są nieużywane lub pozbawione tablic rejestracyjnych.

– W sprawach pojazdów pozostawionych na terenach prywatnych działania może podjąć zarządzający terenem, np. spółdzielnia mieszkaniowa – dodaje.

W teorii więc decyzja należy do spółdzielni. W praktyce – sytuacja utknęła w martwym punkcie.

Spółdzielnia: „Chcielibyśmy działać, ale prawo nam na to nie pozwala”

Włocławska Spółdzielnia Mieszkaniowa przyznaje, że teren, na którym stoją wraki, jest jej własnością. Administracja zapewnia, że reagowała natychmiast po pożarze, jednak obowiązujące przepisy nie dają jej żadnych realnych narzędzi.

– Niezwłocznie po zdarzeniu pracownicy WSM próbowali ustalić dane właścicieli pojazdów, niemniej jednak wskazano, że nie jesteśmy podmiotem uprawnionym do ich uzyskania – tłumaczy Spółdzielnia.

Jak wynika z przekazanych nam informacji, służby poinformowały właścicieli aut o konieczności ich usunięcia, lecz mimo to – auta wciąż stoją.

– Niestety Włocławska Spółdzielnia Mieszkaniowa nie ma żadnych innych możliwości działania oprócz wskazanych powyżej. Prawo nie zezwala na usunięcie pojazdów z tego terenu bez zgody właściciela pojazdu – dodaje administracja.

Korzystając z okazji publikacji materiału w mediach, możemy zaapelować do właścicieli pojazdów o jak najszybsze ich uprzątnięcie 

przekazuje WSM.

WSM – podobnie jak służby – chciałaby rozwiązać problem, ale system prawny w tej sytuacji po prostu nie przewiduje skutecznego działania. To przepisowy „klincz”, w którym każdy odpowiada... ale nikt nic nie może zrobić.

Luka w systemie i absurd w praktyce

To, co dzieje się przy ul. Łanowej, pokazuje realny absurd polskich przepisów. Jeśli wrak samochodu stoi na terenie prywatnym, żadna służba nie może go usunąć. Policja i straż miejska nie mają podstaw, spółdzielnia nie ma narzędzi, a właściciel – jeśli nie czuje presji – po prostu nic nie robi.

W efekcie wypalone samochody mogą stać miesiącami, a nawet latami, tuż obok placów zabaw i osiedlowych chodników. Z perspektywy mieszkańców to nie tylko problem estetyczny, ale też kwestia bezpieczeństwa. Z perspektywy prawa – to po prostu luka, w której ginie zdrowy rozsądek.

Wraki po pożarze stoją więc nadal. A pytanie, które pada coraz częściej, brzmi: czy naprawdę muszą stać tam do końca świata – bo prawo nie przewidziało takiej sytuacji?

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
0%