Jacek Kuźniewicz i jego pełnomocnik radca prawny Piotr Murawski Fot. DDWloclawek.pl
Jacek Kuźniewicz będzie musiał zamieścić na dwóch portalach internetowych sprostowanie w związku ze słowami, że w wydziale inwestycji pracują pociotki prezydenta. Taka jest decyzja sądu, który rozpatrywał tę sprawę w trybie wyborczym na wniosek Marka Wojtkowskiego.
Starający się o reelekcję Marek Wojtkowski poczuł się znieważony słowami, które także kandydujący na urząd prezydenta miasta Jacek Kuźniewicz wypowiedział podczas swojej konwencji wyborczej. Były prezes miejskiej ciepłowni stwierdził, że w wydziale inwestycji ratusza pracują pociotki Marka Wojtkowskiego.
Wojtkowski zarzucił Kuźniewiczowi kłamstwo i złożył do sądu okręgowego wniosek o wydanie orzeczenia w trybie wyborczym. Zażądał od kontrkandydata zamieszczenia przeprosin na dwóch portalach internetowych, które na żywo transmitowały jego konwencję, przeprosin na pierwszej stronie Gazety Pomorskiej i wpłacenia 10 tys. zł na rzecz stowarzyszenia Eurointegracja. Wojtkowski chciał też, żeby Kuźniewicz przyszedł do jego gabinetu w ratuszu i osobiście go przeprosił.
Sędzia Aneta Sudoimir-Koc uznała, że sprawa może być rozpatrywana w trybie wyborczym i przyznała rację Wojtkowskiemu, który przedstawił sądowi dokumenty świadczące, że w wydziale inwestycji nie pracują osoby, z którymi jest związany rodzinnie. - Wnioskodawca dowiódł, że wypowiedz zawiera informacje nieprawdziwe, mogące w odbiorze wyborcy kształtować obraz rzeczywistości niezgodnej z prawdą - mówiła sędzia Sudomir-Koc.
Kuźniewicz w sądzie nie wyparł się swoich słów. Tłumaczył się, że powiedział je w emocjach, mając na myśli nie to, że w wydziale inwestycji pracują krewni prezydenta, ale osoby niekompetentne.
Większość wniosku Wojtkowskiego została jednak przez sąd oddalona. Jedyne co Kuźniewicz będzie musiał zrobić to zamieścić w ciągu 48 godzin na dwóch portalach, które transmitowały jego konwencję, oświadczenie, iż podana przez niego informacja, że Marek Wojtkowski zatrudnił w wydziale inwestycji swoich pociotków, jest nieprawdziwa i za to przeprasza. W pozostałej części sąd wniosek oddalił uznając, że jest nieadekwatny do formy i treści dokonanego naruszenia.
- Wypowiedz padła na konwencji, była krótka, nie była później rozpowszechniana - tłumaczyła sędzia.
Strony zapowiedziały, że nie będą zaskarżać uzasadnienia wydanego postanowienia.
- Nie odczuwam żadnej satysfakcji, jedynie smutek, że do takiej sytuacji doszło - mówił po wyjściu z sali sądowej Marek Wojtkowski. - Sądziłem, że konfrontacja kandydatów nie będzie musiała opierać się o sale sądowe. Argumentacja kontrkandydata, że kierował się emocjami, absolutnie mnie nie przekonuje. Zastanawiam się, czy ten kontrkandydat ma predyspozycje do tego, żeby ubiegać się o funkcję prezydenta, bo w takim przypadku nie można kierować się emocjami. Prezydent codziennie jest poddawany emocjom, trzeba nad nimi panować.
Jacek Kuźniewcz nie przyszedł do sądu na ogłoszenie postanowienia. Decyzję sądu skomentował na konferencji prasowej zwołanej w środowe popołudnie w innej sprawie.
- Żądania prezydenta w większości zostały oddalone, więc sukces jest po mojej stronie - stwierdził Kuźniewicz.