Ogień w miejscu publicznym, ewakuacja ludzi i znajomy przebieg zdarzeń sprawiły, że wrócił temat serii podpaleń, z którą miasto mierzy się od lat. Coraz głośniej mówi się o tym, że to nie pojedynczy incydent, lecz problem, którego nikt skutecznie nie potrafi zatrzymać.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"white"}
W poniedziałek, 10 listopada, około godziny 19:30 w budynku Dworca PKP we Włocławku uruchomił się alarm przeciwpożarowy. W pomieszczeniach unosił się dym, a obsługa natychmiast rozpoczęła ewakuację pasażerów i pracowników.
Jak ustaliła redakcja DDWloclawek.pl, ogień pojawił się w toalecie dla kobiet. Zanim na miejsce dotarła straż pożarna, pożar ugasił ochroniarz dworca. Dzięki jego błyskawicznej reakcji nie doszło do zniszczeń większą skalę.
Przyczyną pożaru było podpalenie kosza na śmieci w toalecie
– potwierdził bryg. Mariusz Bladoszewski z włocławskiej straży pożarnej.

Pisaliśmy o tym:
::news{"type":"see-also","item":"85784"}
Z relacji świadków wynika, że tuż po zdarzeniu po dworcu chodziła kobieta znana już wcześniej z podpaleń śmietników i chwaliła się, że „podpaliła dworzec”.
– Sprawczyni podpalenia chodziła po dworcu i się chwaliła, że ona to zrobiła – słyszymy od świadka zdarzenia.
Według osób obecnych na miejscu, była to ta sama kobieta, którą mieszkańcy Południa od lat nazywają „Kinią podpalaczką”.
W przeszłości jej „zabawy z ogniem” kończyły się z różnym skutkiem. W jednym przypadku od podpalenia pergoli śmietnikowej zapalił się pobliski sklep spożywczy.
Wracamy na dworzec: o godzinie 20:00 na miejscu byli już policjanci. Jak przekazała Komenda Miejska Policji we Włocławku, funkcjonariusze ustalili, że doszło do pożaru śmietnika w toalecie.
Policjanci wylegitymowali 35-letnią kobietę, która może mieć związek ze sprawą i wezwali do niej pogotowie. Po badaniach kobieta została przekazana pod opiekę rodziny.
Jak ustaliliśmy, policja nie prowadzi postępowania w sprawie pożaru na dworcu. Zdarzenie zakwalifikowano, jako... uszkodzenie mienia i nie wszczynano postępowania z urzędu.
– Poinformowano obsługę o możliwości złożenia wniosku o ściganie dotyczącego uszkodzenia mienia. Osoba uprawniona nie złożyła wniosku o ściganie – przekazał mł. asp. Tomasz Tomaszewski z KMP we Włocławku.
Tyle że tym razem nie chodziło o śmietnik na osiedlu, tylko o czynny dworzec, w którym znajdowali się ludzie.
Kinga S., znana policji, straży pożarnej i straży miejskiej, była już wielokrotnie zatrzymywana w związku z serią podpaleń śmietników i pergoli. Ostatni raz wiosną tego roku.
Wtedy Dariusz Rębiałkowski, rzecznik straży miejskiej relacjonował: Strażnicy miejscy realizujący czynności służbowe na ulicy Gniazdowskiego 8 zareagowali na krzyki mieszkańców, że pali się pergola śmietnikowa. Pobiegli w kierunku miejsca zdarzenia, gdzie w bezpośrednim pościgu ujęli kobietę podejrzaną o podpalenie śmietnika. Była to 34-letnia mieszkanka Włocławka.
Kinga S. usłyszała zarzut zniszczenia mienia w warunkach recydywy, a prokurator zastosował dozór policyjny – dwa razy w tygodniu musiała stawiać się w komendzie.
Po kilku tygodniach trafiła na leczenie psychiatryczne do szpitala w Lipnie, gdzie – jak ustaliliśmy – przebywała czasowo. Teraz znów jest na wolności.
Według nieoficjalnych ustaleń, Kinga S. od lat tłumaczy swoje czyny w podobny sposób. Ma być to efekt obsesyjnej miłości do jednego ze strażaków. W jej przekonaniu każde podpalenie to sposób, by „on znów o niej usłyszał”.
To już nie jest motyw kryminalny, ale psychiczna pułapka, z której – jak widać – nie potrafi się wydostać ani ona, ani system.
Ostatnia akcja to nie był spalony śmietnik na osiedlu, tylko ogień w czynnym budynku, w którym przebywali ludzie. W momencie, gdy w środku unosił się dym, a obsługa dworca ewakuowała pasażerów, sytuacja była poważna.
W takich przypadkach trudno mówić o zwykłym „zniszczeniu mienia”. Tu zagrożone było zdrowie i życie osób, które akurat czekały na pociąg lub pracowały w budynku. Tylko błyskawiczna reakcja ochroniarza sprawiła, że nie doszło do czegoś znacznie gorszego.
Czy naprawdę można uznać, że to jedynie uszkodzony kosz? Wiele osób pyta, czy takie zdarzenie nie powinno być traktowane poważniej – nie jako drobne wykroczenie, lecz realne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.
Bo jeśli ogień pojawia się tam, gdzie są ludzie, to nie jest już tylko kwestia majątku.

To nie pierwszy raz, gdy Kinga S. trafia do szpitala, wychodzi i po kilku tygodniach wraca do tych samych zachowań. Kiedy osoba, która podpalała już wielokrotnie, zostaje wylegitymowana po kolejnym pożarze – i znów wychodzi wolno, bo „nikt nie złożył wniosku” – coś w tym systemie nie działa.
W takich sytuacjach najważniejsze jest jedno: właściwe nazwanie tego, co się wydarzyło. To pierwsza decyzja – jak policja zakwalifikuje zdarzenie – która tak naprawdę uruchamia całą resztę działań.
Jeśli zdarzenie, które realnie zagraża ludziom, zostaje potraktowane tylko jako „uszkodzenie mienia”, system automatycznie ogranicza sobie możliwości. Bo od tej pierwszej kwalifikacji zależy, czy sprawa będzie prowadzona z urzędu, czy tylko na wniosek, czy zajmie się nią prokurator, czy zostaną zbadane okoliczności i ryzyko powtórzenia takiego incydentu.
W przypadku osoby, która wielokrotnie wzniecała ogień w miejscach publicznych, prawidłowa kwalifikacja czynu jest absolutnym fundamentem. Bez tego każda kolejna interwencja sprowadza się tylko do doraźnego gaszenia problemu – w przenośni i dosłownie.
System zaczyna działać dopiero wtedy, gdy ktoś na początku jasno powie: to nie jest zwykły kosz na śmieci. To jest zagrożenie dla ludzi.
Pożar na dworcu pokazał, jak cienka jest granica między incydentem a katastrofą. Wystarczyłoby kilka minut opóźnienia, by płonący kosz rozniecił ogień na większą skalę.
Zapach spalenizny w budynku to tylko wspomnienie tamtego wieczoru. Ale poczucie bezsilności pozostało – bo wszyscy wiedzą, że jeśli nic się nie zmieni, ta historia może się powtórzyć ze znacznie gorszym skutkiem.
W tej sprawie zwróciliśmy się z pytaniami do rzecznika prasowego PKP oraz do Komendy Miejskiej Policji we Włocławku, jednak od środy, 12 listopada, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
14 8
To ogień miłości hehe 🔥❤️🔥❤️🔥❤️
13 2
Wynika z tego że próbowała zaciągnąć strażaka do damskiej toalety 🤣🤣🤣🤣
25 4
Zarządzająca dworcem PKP nie raz pokazała że jest osobą nieodpowiedzialną. Szkoda, że cały obiekt nie zapalił się, może wtedy by się obudziła do działania. To było podpalenie wewnątrz budynku i nie złożyć wniosku ?!??
12 3
Miłość potrafi być nieobliczalna. Tylko co będzie gdy miłość do strażaka jej przejdzie a zakocha się np. w terroryscie i będzie chciała zwrócić na siebie jego uwagę.
13 1
wloclawek miasto dziwnych ludzi i patusów
Pozostałe komentarze
9 24
czyli tzw ,,utylizacja'' jest podobno ekologiczna i nawet spalarnia niemieckich śmieci na ogromną skalę nie zagraża zdrowiu mieszkańców z sąsiadujących z nią osiedli mieszkalnych .Tak przynajmniej usiłował przekonywać mieszkańców znany POzorant z Lubrańca .
7 23
Tytuł sugeruje jakoby ta pani była sprawcą podpalenia. Tymczasem nikt jej za rękę nie złapał, a policja nie potwierdza ani nie zaprzecza, że to ona. DD nadal żadne sensacji kosztem rzetelności. Wystarczyło dać znak zapytania na końcu.
9 3
Czyli ,że jak Kinia np. przyjdzie i Tobie podpali dom czy mieszkanie a Ty jej nie złapiesz za rękę,to nie będziesz miał do niej pretensji.To ma sens ,trzymaj się !
0 1
no skoro nie ma dowodu to oczywiste ze nie ma zarzutow
11 3
Można by pokazać zdjęcie tej pani chyba już sobie na to zapracowała.
5 3
Wiadomo co trzeba zrobić.
5 6
Kiniiiia wartelmelon słoneczko Ty nasze Włocławskie kiedy zajmiesz sie jakimis poważnymi sprawami tylko śmietniki i śmietniki Sławek ze straży juz sie nudzi ........
6 2
Nigdy nie przestanę podziwiać nagłówków w dd. "Bulwersujące kulisy". No brawo.
3 1
Witam mam pytanie dlaczego znów w toalecie damskiej, stoi plastikowy duży śmietnik chyba żeby znowu ktoś potpalił i teraz dworzec poszedł z dymem cały brak wyobrazni albo celowe działanie.
3 1
Trzeba w takim wypadku obciążyć kosztami rodziców, którzy jak urodził się brat Kini mieli ją gdzieś i zajmowała się nią babcia albo ciotka bo matka nie chciała chora córka się zajmować
0 0
Sąsiadki zawsze wiedzą wszystko najlepiej. Może niech pani pozna jej mamę najpierw i nie ocenia. Kinga to dobra dziewczyna tylko potrzebuje pomocy. A mamie nie ma co się zarzucić. Poświęciła pani czas by poznać jej mamę? Czy tylko plotki wpłynęły na pani decyzję? Osobiście znam Kinię i jej mamę i wiem, że to nie wina mamy, tylko znajomości Kinii z lat poprzednich. To pogubiona kobieta.
3 1
Zaczęła od wiat i śmietników, teraz bierze się za budynki publiczne. Ciekawe, ile musi się wydarzyć, zanim ktoś sprawą zajmie się na poważnie, a nie tylko symbolicznie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddwloclawek.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz