Słaby początek, mocna odpowiedź po przerwie i nerwy w końcówce. Anwil wygrał derby województwa kujawsko-pomorskiego pokonując Twarde Pierniki 101:95.
W sobotę (15 listopada) włocławianie wybrali się do sąsiedniego Torunia, gdzie czekały na nich kolejne derby województwa z Arrivą Polskim Cukrem.
::photoreport{"type":"see-button","item":"21686"}
Derby w Toruniu zaczęły się dla Anwilu koszmarnie. Gospodarze weszli w mecz jak burza i szybko prowadzili 7:0, a włocławianie dopiero po 2,5 minutach zdobyli pierwsze punkty.
Dopiero wtedy gości odblokował akcją Isaiah Mucius, a potem kolejne punkty dorzucali partnerzy. Rottweilery ruszyły w pogoń, ale torunianie mieli inicjatywę i trafiali zza łuku z dużą swobodą. Mimo zrywów Anwilu przewaga gospodarczy utrzymywała się – jeszcze na minutę przed końcem kwarty było 19:18 dla miejscowych.
W końcówce tej odsłony włocławianie wyszli na moment na prowadzenie 20:19, jednak radość trwała krótko. Torunianie odpowiedzieli natychmiast – najpierw trójką, potem kolejnymi punktami z akcji i po 10 minutach to drużyna z Torunia prowadziła 24:20.
Druga kwarta zaczęła się podobnie – znów pierwsze punkty zapisali na koncie gracze z Torunia i zrobiło się 26:20. Nijal Pearson przerwał serię gospodarzy trafieniem za dwa, ale chwilę później Twarde Pierniki znów przyśpieszyły. Po kolejnych udanych akcjach, w tym rzutach zza łuku, przewaga urosła do dziewięciu punktów, co zmusiło Grzegorza Kożana do wzięcia czasu.
Krótkie uspokojenie przyniosło efekt – Anwil odrobił kilka oczek, jednak gospodarze nadal byli nieprawdopodobnie skuteczni z dystansu. Po około 15 minutach gry mieli już na koncie osiem trójek, a różnica sięgnęła jedenastu punktów (28:39).
Włocławianie jeszcze przed przerwą zaczęli jednak mozolnie odrabiać straty. Do głosu doszedł A.J. Slaughter, który trafił ważną trójkę, kolejne punkty dołożyli Mucius, Lockett i Borowski. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy dystans stopniał do pięciu oczek, a ostatnie słowo należało do Elvara Fridrikssona. Islandczyk trafił z półdystansu i do szatni Anwil schodził przegrywając już „tylko” 46:51.

Po przerwie oglądaliśmy zupełnie inny Anwil. Toruń zdobył co prawda pierwsze dwa punkty, ale potem zaczęło się prawdziwe granie włocławian. Najpierw dwie trójki z rzędu wpadły do kosza Twardych Pierników, później padły kolejne punkty z akcji i nagle to Anwil był na prowadzeniu 54:53.
Ten moment okazał się przełomowy. Rottweilery zaczęły grać z ogromną pewnością siebie, za to gospodarze coraz częściej spóźniali się w obronie. Świetny fragment rozegrał Kacper Borowski – skutecznie pod koszem.
Goście krok po kroku powiększali przewagę. Torunianie, którzy wcześniej raz za razem trafiali z dystansu, tym razem pudłowali częściej, a każdy błąd wykorzystywali Fridriksson i Lockett w szybkim ataku. Na około trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty Anwil prowadził już 67:57, a chwilę potem różnica wzrosła do 15 punktów.
Ostatecznie po trzeciej odsłonie tablica pokazywała 83:70 dla włocławian. To był pokaz ofensywnej mocy – w samej tej kwarcie Anwil rzucił aż 37 punktów, przy 19 zdobytych przez Twarde Pierniki.
Czwarta kwarta zaczęła się dokładnie tak, jak chcieli kibice z Włocławka. Szybkie punkty dorzucił Michał Michalak, Anwil dobrze bronił i utrzymywał kilkunastopunktową przewagę. Na niespełna sześć minut przed końcem było 89:76 – wydawało się, że derby są pod pełną kontrolą Rottweilerów.
Twarde Pierniki nie zamierzały jednak odpuszczać. Gospodarze zaczęli odrabiać straty, trafili kilka ważnych rzutów i w połowie kwarty zbliżyli się na dziewięć punktów – 89:80. Grzegorz Kożan natychmiast poprosił o czas, próbując zatrzymać falę.
Krótka przerwa nie zlikwidowała wszystkich problemów. Torunianie wciąż naciskali, wykorzystywali każdy błąd w obronie Anwilu i na półtorej minuty przed końcem różnica stopniała do sześciu oczek – 95:89. W derbach to już otwarta droga do nerwów.
W kluczowym momencie ciężar gry wziął na siebie Eric Lockett. Amerykanin trafił bardzo ważny rzut, odpychając gospodarzy na osiem punktów przewagi. Trener Twardych Pierników zareagował przerwą. W końcówce włocławianie przy stanie 99:95 zachowali spokój i ostatecznie postawili kropkę nad „i” – derby zakończyły się wynikiem 101:95 dla Rottweilerów.
W zwycięstwie w Toruniu nie było jednego bohatera – to był pokaz szerokiej, dobrze funkcjonującej rotacji.
Anwil był wyjątkowo skuteczny: trafił 57 procent rzutów z gry, w tym aż 69 procent za dwa, a z linii wolnych pomylił się tylko dwa razy (20/22).
Po derbowym zwycięstwie Rottweilery zostają w rytmie meczowym. Już w środę, 19 listopada o 18:30 Anwil zagra u siebie z Trepçą Mitrowica w kolejnym starciu FIBA Europe Cup.
W piątek, 21 listopada włocławian czeka powrót na ligowy parkiet w Hali Mistrzów i kolejna okazja, by podtrzymać dobrą serię po derbowym triumfie. Start meczu z Energą Czarnymi Słupsk o 20:15.
3 0
Kołodziej do wymiany ! Ta jego gra to porażka .
3 0
Wygrali, ale w cienkim stylu, bo dali sobie rzucić aż 96 punktów. O czym to świadczy, o tym, że słabo bronili, źle zbierali i mieli straty.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddwloclawek.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz