Fot. Dawid
Włocławek znów żył koszykówką – a Hala Mistrzów przypomniała, dlaczego nazywana jest twierdzą Rottweilerów. W meczu rewanżowym FIBA Europe Cup z Basketball Löwen Brunszwik włocławianie pokazali wszystko, czego od nich oczekiwali kibice: twardą obronę, zaangażowanie i koszykarskie serce. Od pierwszej akcji było jasne, że to nie będzie zwykły wieczór.
Pierwsze minuty spotkania to chaos i błędy z obu stron, a do tego kontrowersyjna decyzja sędziów, którzy nie zauważyli przewinienia niesportowego na Fridrikssonie.
Przez dwie minuty na tablicy widniał wynik 0:0. Gdy jednak Anwil się przełamał – poszło lawinowo. Lockett i Mucius raz za razem trafiali z dystansu, a niemiecka drużyna była kompletnie bezradna. Po czterech minutach było już 10:0, po chwili 14:0, a rywale mieli na koncie tylko pięć fauli.
Rottweilery grały twardo w obronie, wymuszały błędy, zamykały przestrzeń i nie pozwalały rywalom na łatwe punkty. Pierwsza kwarta zakończyła się potężnym prowadzeniem 27:13.
::photoreport{"type":"see-button","item":"21625"}
Na początku drugiej części Slaughter dołożył punkty, a Anwil prowadził 30:13. Goście próbowali odpowiedzieć, ale włocławianie utrzymywali koncentrację i przewagę.
Mimo że kwartę minimalnie przegrali 15:16, do przerwy wynik 42:29 dawał bezpieczny dystans. Lockett miał już 11 punktów, Mucius 10, a gra Anwilu wyglądała dojrzale i konsekwentnie.
Trzecia kwarta zaczęła się od dwóch nieudanych akcji i niesportowego faulu Muciusa.
Rywale zdobyli siedem punktów z rzędu, a przewaga Anwilu stopniała do 48:42.
W Hali Mistrzów zrobiło się nerwowo, ale tylko na moment.
Pearson trafił za trzy, a jego i Slaughtera świetna obrona ponownie zatrzymała Niemców. Rottweilery wymusiły kolejne 24 sekundy bez rzutu rywali, a ich przewaga znów urosła. Przed ostatnią kwartą było 55:47 – wciąż z pełną kontrolą po stronie Anwilu.
Czwarta kwarta to już koncert włocławian. Po punktach Słupińskiego i Furmanavičiusa przewaga znów sięgnęła dziesięciu punktów.
Anwil nie oddał prowadzenia nawet na moment – od pierwszej minuty do ostatniej był stroną dominującą. Grał zespołowo, twardo w obronie i skutecznie w ataku.
W końcówce błysnął Łazarski – trójka, wejście pod kosz i ogromne emocje na trybunach. Kibice skandowali „Dziękujemy!”, gdy Słupiński trafił ostatnią trójkę spotkania.
Anwil wygrał ostatecznie 84:65, grając tak, jak oczekiwali wszyscy – z energią, intensywnością i żelazną defensywą.
Najwięcej punktów zdobyli: Mucius 15, Słupiński 15, Lockett 14, Pearson 9, Slaughter 9, Fridriksson 9, Michalak 6, Łazarski 5, Furmanavičius 2.
Rywale zakończyli spotkanie zaledwie z 65 punktami, co najlepiej pokazuje, jaką jakość w obronie zaprezentował Anwil.
To zwycięstwo podtrzymuje nadzieję włocławian na awans z grupy FIBA Europe Cup. Jeśli dołożą wygraną w Salonikach, sytuacja Anwilu może stać się naprawdę obiecująca.