Fot. \"Pod Winylem\".
Są takie miejsca, do których nie wpada się „przypadkiem”. Trzeba chcieć zejść po schodach, skręcić w podwórze, dać sobie chwilę. I właśnie wtedy zaczyna się coś, czego nie da się opisać jednym słowem. Art Cafe & Wine Bar "Pod Winylem" to nie jest cukiernia. To nie jest restauracja. To kawiarnia z duszą – ciepła, intymna, charakterna. Taka, jakiej we Włocławku po prostu brakowało.
– Nie chciałabym artykułem zrobić sobie krzywdy – mówi właścicielka, Pani Kasia, i w tym jednym zdaniu jest wszystko. Bo "Pod Winylem" to miejsce budowane ostrożnie, sercem, bez pośpiechu i bez kompromisów.
Tu liczy się kultura kawiarni. Relacja. Zapach świeżo studzącego się sernika. Rozmowa.
"Pod Winylem" mieści się w piwnicy Kamienicy Saskiej (Plac Wolności 3/4), w samym centrum miasta - ale w podwórzu.
To ważne. Nie na widoku, nie na hałaśliwym ciągu. Trzeba wejść specjalnie. I właśnie to sprawia, że gdy już się wejdzie, świat na chwilę zwalnia.
Goście często mówią: „Nie wiedzieliśmy, że takie miejsce istnieje”. A potem wracają. I przyprowadzają kogoś jeszcze.
Tak, to kawiarnia. Z kawą. Z herbatą. Z ciastem. Ale nie byle jakim. Tu codziennie piecze się świeże serniki, szarlotki, wypieki robione ręcznie z produktów od lokalnych ogrodników i sadowników. Tak po prostu. Bez wielkich haseł.
Ale "Pod Winylem" jest też wytrawnie.
Można tu zjeść obiad. Można zjeść kolację. Spokojnie, bez „karty menu jak stąd do Kowala”. To nadal kawiarnia – tylko taka, w której można usiąść dłużej, zjeść coś dobrego i poczuć się zaopiekowanym.
To miejsce żyje muzyką. Nie głośną. Obecną.
Są winyle, są rozmowy o muzyce, są goście, którzy pytają, czy następnym razem mogą przyjść ze swoimi płytami. I słyszą: "Oczywiście". Wspólne słuchanie, wspólna kawa, wspólna cisza – tu wszystko jest naturalne.
Nieprzypadkowo goście porównują "Pod Winylem" do starych herbaciarni w Łodzi czy kultowych kawiarni w Krakowie. Takich, gdzie się nie „zalicza wizyty”, tylko się bywa.
To miejsce nie udaje. Nie krzyczy. Nie próbuje być wszystkim dla wszystkich. Jest szczere. A to dziś rzadkość.
- Pracujemy siedem dni w tygodniu, od świtu do nocy. Wszystko robimy sami. Goście wchodzą i pytają: „Co tak pachnie?”. A ja mówię: „Sernik się dla Państwa studzi”
- opowiada właścicielka. I dokładnie tak to tu wygląda.
Jeśli szukacie miejsca na spokojną kawę, na rozmowę, na deser, na kieliszek dobrego wina, na kolację bez pośpiechu – zejdźcie do piwnicy Kamienicy Saskiej. Do podwórza. Do "Pod Winylem".
Od nowego roku kawiarnia działa siedem dni w tygodniu. Rezerwacji jest coraz więcej, ale w tygodniu wciąż można znaleźć moment tylko dla siebie.
"Pod Winylem" nie trzeba rozumieć. Wystarczy wejść. Reszta przychodzi sama.